Zastanawiam się jeszcze nad paroma kwestiami, zwłaszcza jak odnieść się do angielskich nazw z oryginału. Czy zostawić Black Widow, Hawkeye, czy spolszczyć, co zrobić z gagami słownymi (nie mam pojęcia czy Capsicle da się jakoś ludzko przetłumaczyć, może ktoś coś wie?)... Na razie jednak został mi jeszcze zbój o swoiste być czy nie być na uczelni, jak milusio.
Dedykuję tym, którym się należy. Natalii, za wspieranie w chrisowym zboczeniu, CeS, bo obiecałam, Kasi, że wytrzymuje ze mną i proponuje nawet całe wspólne życie na uczelni...
No i Tobie, zbłąkany czytelniku, za to, że chcesz to przeczytać.
Jak zauważycie jakieś błędy, dajcie znać, niestety nie znam żadnej bety do wynajęcia i sama sobie betą jestem.
Chrisa nie ma, ale nie mogłam się powstrzymać przed wstawieniem tego gifa <3
Klik w gif po muzyczkę ;)
Stała przed niebotycznie wysokim wieżowcem, z walizką niewiele mniejszą
od niej samej, ściskając w dłoni list, zakreślony i zaadresowany drżącą dłonią
jej matki. Otarła wierzchem dłoni samotnie spływającą łzę, wzięła głęboki wdech
i weszła do środka. Hol był przestronny, urządzony gustownie, schludnie i
przejrzyście. Rozejrzała się wokół, szukając kogoś, kto by mógł wskazać jej
drogę. Po prawej stronie, zobaczyła kobietę, siedzącą za biurkiem znajdującym
się na końcu korytarza, toteż skierowała się niezbyt pewnie w tamtym kierunku.
Zapewne recepcjonistka spojrzy na nią bezmyślnym wzrokiem i na jej pytanie
powie tylko: ”To nie jest miejsce dla małych dzieci, wracaj do domu.” Problem
był w tym, że nie miała domu, takiego prawdziwego. Odkąd pamiętała, jej matka była
przykuta do łóżka i rzadko kiedy miała wystarczająco dużo sił, by spędzić
choćby tylko małą cząstkę dnia na podwórku, bawiąc się wspólnie z nią. Teraz,
po jej śmierci, nie chciała zostać w miejscu, w którym spędziła większość
swojego życia. Nie dlatego, że nie miała tu rodziny i osób, które by się nią
zaopiekowały. Kochała swojego dziadka pomimo tego, iż zawsze starał się
postawić na swoim i nieczęsto ulegał namowom innych; lubiła ludzi, którzy
pracowali i spędzali czas w jego instytucie. Po prostu czuła, że tam nie
należy, że na świecie jest miejsce, gdzie powinna być, bez żadnych
niedopowiedzeń czy wymówek.
List, który jej matka napisała w przeddzień śmierci i historia, którą
zawierał, była szansą na odnalezienie ojca i wypełnienie dziwnej pustki, która
jej towarzyszyła od początku. Zawsze zastanawiała się, czemu nikt nigdy nie
chciał jej o nim opowiadać, usłyszawszy jednak pełny przebieg wydarzeń z
młodości matki uznała, iż lepiej byłoby, gdyby nic nie wiedziała. Zdawała sobie
sprawę, że bez tej wiedzy nie mogła wybrać się do Nowego Jorku, by poznać
swojego rodziciela.
Dlatego też, zebrała w sobie wszystką odwagę i, podszedłszy do
recepcji, powiedziała:
– Dzień dobry, chciałabym się widzieć z panem Starkiem – kobieta uniosła
pytająco brew. Nie co dzień widzi się dziecko w wieku plus minus dziesięciu lat, z listem w jednej dłoni,
walizką w drugiej, patrzące się niesamowicie dużymi oczyma z opanowaniem i
mówiące z niebywałym spokojem. Zabrakło jej słów, po raz pierwszy w życiu. Zamrugała
parokrotnie i, odzyskawszy utracony na chwilę zmysł racjonalnego rozumowania,
zafascynowana nietypową wizytorką, odpowiedziała:
– Niestety, pan Stark jeszcze nie wrócił ze spotkania – o mało co nie
przyłożyła sobie dłonią w twarz. Czemu to powiedziała? Jeszcze bardziej
zdziwiła ją riposta dziewczynki.
– Nic nie szkodzi, poczekam – i usiadła na walizce, rozglądając się
wokół.
Kobieta przy biurku otworzyła usta, po chwili westchnęła i wróciła do
wpatrywania się w monitor. Koniec końców, dziewczynka nie wyglądała na kogoś,
kto by miał w tej chwili przebywać gdzie indziej, poza tym, nie wybaczyłaby
sobie, gdyby po wyrzuceniu tego małego stworzenia miałaby się stać jej jakaś
krzywda. Bezpieczniej będzie, gdy będzie siedziała tutaj, pod jej czujnym
okiem. Nie minęło dużo czasu, gdy kobieta rozluźniła się, uznając niewielką
towarzyszkę za normalny element otoczenia.
Spokój nie trwa jednak wiecznie. A już na pewno nie w pobliżu Tony’ego
Starka.
Prezes Stark Industries wparował przez główne wejście zdecydowanym
krokiem, kłócąc się zażarcie ze swoim ochroniarzem, co jakiś czas odwracając
się do swojej asystentki, pytając się o jej zdanie. Nagle zatrzymał się i
zamilkł, zauważył bowiem niewielką postać siedzącą na walizce, która podpierała
swoją głowę dłońmi i nuciła cicho Amazing Grace. Jego recepcjonistka siedziała przy komputerze, jak gdyby taka
sytuacja była dla niej pospolita.
– Panno Moore, może mi pani wytłumaczyć co się tutaj dzieje? – zapytał się,
zdezorientowany widokiem.
Panna Moore spłonęła rumieńcem i spuściła głowę, pragnąc zapaść się pod
ziemię. Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Na jej szczęście, z pomocą
przyszła tajemnicza wizytorka.
– Czekałam na pana – spojrzała w jego stronę, podnosząc się powoli.
Wszyscy obecni w holu dostąpili zaszczytu zobaczenia, jak Tony’ego
Starka zamurowało. Wpatrywał się cielęcym wręcz wzrokiem w dziecko,
przypominające mu o jego dawno utraconej, mogłoby się zdawać, iż zapomnianej
miłości.
– Sarah – wykrztusił z siebie.
Dziewczynka bez słowa podeszła i podała mu list, napisany ręką kobiety,
jedynej, jaką w swoim dotychczasowym życiu darzył miłością. Spojrzał, nie
wiedząc po raz kolejny, co rzec, jednak niebieskie oczy, tak podobne do jej
oczu, dostrzegły zakłopotanie i
równocześnie chęć wiedzy.
– Mama przed śmiercią kazała ci to przekazać – powiedziała cicho,
przygryzając wargę.
Tony spojrzał na dziewczynkę, na list, po chwili jeszcze raz na
dziewczęcie i wiedział już wszystko. Uklęknął koło niej i objął, szepcząc
ciche: „Wszystko będzie dobrze”.
Poczuł dziwne ciepło rozchodzące się wewnątrz niego, gdy chude ramiona objęły
go w odpowiedzi na jego gest.
***
– Zbliżamy się do lotniska
LaGuardia w Nowym Jorku. Prosimy o zapięcie pasów i zachowanie ostrożności.
Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług.
Profesjonalny, bezuczuciowy głos
rozbudził dziewczynę, właściwie już młodą kobietę, ze snu. Otworzyła swoje duże,
błękitne oczy i ziewnęła, przeciągając się leniwie w fotelu. Minęły już cztery
tygodnie od kiedy wyjechała z Nowego Jorku i z tego, co słyszała, wiele się
wydarzyło. Gdyby nie jej ojciec i jego towarzysze broni, tzw. grupa Avengers,
nie miałaby gdzie wracać. Bez względu na to, co mówili w mediach, byli
bohaterami dla niej i milionów istnień, które uratowali przed zgubnym losem.
Szkoda tylko, że ucierpiała przy
tym część z miejsc, w których miewała próby z uczelni czy ze znajomymi. Na całe
szczęście, nikt z rodziny jej czy przyjaciół nie ucierpiał i nie stracił nikogo
bliskiego w czasie najazdu obcych, nie musiała się dlatego zamartwiać zbytnio.
Jedyną osobą, która mogłaby spędzać jej sen z powiek, był człowiek, którego
miała zobaczyć już za kilka minut. Kiedy z nim ostatnio rozmawiała, zmartwił ją
jego wygląd. Tony Stark nie był człowiekiem, który bez powodu, nieustannie
niedosypiał, tracił wątki, ignorował sarkastyczne docinki… Mogła jedynie mieć
nadzieję, iż nie jest to coś, czego nie jest w stanie rozwiązać. W końcu, ktoś
w rodzinie musi być tym dojrzałym człowiekiem, nieprawdaż?
Sprawdziła swój telefon czy aby
przypadkiem ktoś już nie dzwonił. Nigdy nie przejmowała się tym całym
wyłączaniem urządzeń mobilnych, de facto była córką geniusza, więc jej sprzęt
nie miał prawa być w jakimkolwiek stopniu niebezpieczny. No, chyba że chodzi o
jakieś podręczne granaty z gazem usypiającym czy inne gadżety mające na celu
zwiększyć jej bezpieczeństwo. Ostrożności nigdy za wiele.
Ludzie zaczęli wstawać i zabierać
swój bagaż podręczny, Alex w związku z tym uznała, że najwyższy czas i na nią.
Ledwie podniosła się z torebką, zabrzęczał jej telefon, a na wyświetlaczu
zabłysło Rebecca Moore.
– Hej, Becky, właśnie wysiadam z
samolotu, mój najukochańszy tatuś mnie zaraz odbierze, chwilę pochałturzę w wieży i ruszymy na miasto, pasuje ci, prawda? Wiem, że tak, kochana – wyrzuciła z siebie na jednym
oddechu, a usłyszawszy ciche mhm w
słuchawce, rzuciła szybkie – cześć – i ruszyła ku wyjściu.
Wyszła z samolotu i natychmiast
przywitały ją setki fleszy, co uznała za dobry znak, mianowicie…
– Alex, skarbie, jak dobrze cię
widzieć – usłyszała radosny głos, dobiegający zza ‘malutkiego’ tłumiku paparazzi.
Nie chcąc czekać ani chwili dłużej, pognała w tamtą stronę i rzuciła się w
ramiona jej ojca. Dla ludzi znających go z prasy był człowiekiem
nieobliczalnym, o wielu talentach i jeszcze większej ilości wad, dla Alex
jednak był jej całym światem. Nieobliczalnym, wybuchowym światem, dokładnie
takim jak ona sama. – Witaj w domu, bella
principessa.
Odsunęła się delikatnie od niego
i przyjrzała dokładniej. Blada twarz i sińce pod oczami zdradzały
zmęczenie, a w brązowych tęczówkach pojawiła się niespotykana do tej pory
mądrość. Smukła dłoń dziewczyny musnęła ojcowski policzek.
– Chyba
muszę cię przypilnować, wyglądasz jak po diecie modelek –
potargała i tak już rozwiane włosy rodziciela. – Pepper nie jest w stanie cię
przypilnować?
–
Myślisz, że Pepper nie ma niczego lepszego do roboty? – Tony
spojrzał na córkę z udawanym wyrzutem. – Nie po to mianowałem ją prezesem
Stark Industries.
– Tak,
wiem, została nim tylko dlatego, że miałeś dość bycia pilnowanym – roześmiała
się młoda kobieta, jeszcze raz przejeżdżając dłonią po czubku głowy rodzica. – Powiedz
mi, jak na tym wyszedłeś?
– Bywało
lepiej –
skomentował krótko, z uśmiechem na ustach, po czym objął córkę w pasie,
prowadząc ją spokojnie przez niemały tłumik, który zebrał się wokół nich, rzucając
setki niedyskretnych pytań, błyskając zewsząd fleszami lamp, powodując lekki grymas niesmaku na twarzy
Alex.
W końcu
udało im się dotrzeć do samochodu. Starszy Stark wrzucił walizkę do bagażnika,
usiadł w fotelu kierowcy i prędko ruszył z lotniska.
– Nigdy
za wiele spokoju, prawda? – uśmiechnął się nerwowo. W ostatnich tygodniach, po
pamiętnym ataku na Nowy Jork, zaczął mieć problemy z zasypianiem, z
koncentracją, lecz nie chciał nic mówić o tym swojej córce; nie lubił, gdy
niepotrzebnie się martwiła.
Alex
zaś studiowała spokojnie twarz swego ojca. Doskonale wiedziała, co go trapi,
lecz przez te dziesięć lat nauczyła się, że bezpośrednie pytania do niego
rzadko odnoszą zamierzony skutek. Martwić się jej jednak nikt nie zabronił,
więc podróż do domu mijała w ciszy; każde z nich miało w głowach myśli, których
nie chcieli wypowiedzieć, woleli zachować je samym sobie, jakby w geście
obronnym, by bezcelowo nie frasować drugiej osoby. O
"Mama
lub dziadek by doskonale wiedzieli co
powiedzieć, jak zacząć rozmowę... Szkoda, że..."
–
Kochanie, słuchasz ty mnie w ogóle? – mocne potrząśnięcie ramienia wyrwało
ją z rozmyślań.
– Chyba
nie –
przyznała cicho, ziewając.
– Wiem,
że jesteś zmęczona, ale może jest coś, co chciałabyś wiedzieć na temat nowych
lokatorów Stark Tower? Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, wypytywałaś tylko o nich,
jakby twój stary ojciec nic dla ciebie nie znaczył...
– Oj,
nieprawda –
żachnęła sie rudowłosa. – Po prostu ciebie mam praktycznie na wyciągnięcie ręki, a
oni... To dla mnie swoista nowość –
spojrzała na ojca, który uniósł jedną brew ku górze. – No
taka prawda, tato, nie patrz tak na mnie – Tony zachichotał i uśmiechnął się
promiennie. – Przecież to, co się dzieje u ciebie i to, co się dzieje u
dziadka to kompletnie inne sprawy, nie uważasz? – w odpowiedzi otrzymała potwierdzające
kiwnięcie głową. – Wracając
do meritum: mogę zapytać się o cokolwiek?
– Masz słowo Starka – odrzekł, z powagą w
głosie.
– W
takim razie... Ile centymetrów w bicepsie ma Thor?
*bella principessa – z wł. piękna
księżniczka.
Zaklepuję~ Do jutra.
OdpowiedzUsuńPisz, pisz, Skarbie :* Niech Ci to na zdrowie wyjdzie.
OdpowiedzUsuńA nie żałuj sobie miejsca w internecie i twórz, byle było dobre i byle się wydrukowało w jakiejś przyszłości. (Już szykuję miejsce na półce)
Mam się rozpisywać czy krótko i zwięźle?:3 Sprawdzę metodę na krótko: Tony Stark. Ten rozdział, początkowy jak widać po stopce tytułowej, jest o nim. Możesz dawać bohaterkę własną czy kogo tam chcesz, ale Tony wykupił cały tekst xD Fajnie(wiem, nie ma takiego słowa xD) CIEKAWIE się czytało i znajdź leniu jeden siły na pisanie xD Już ja więcej napisałem, mimo krótkich treści xD Pozdrawiam jednak, siostro:3
OdpowiedzUsuńKOMENTARZ
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wrócisz, bo rozdział jest ... no cóż. Ciekawy. Choć krótki.
OdpowiedzUsuń