Info (26.05.2014)

Po sesji, w lipcu, postanowię, czy mam siły, by cokolwiek pisać.
Mam nadzieję, że mam, bo lubię bazgrolić :C

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział I

W końcu udało mi się napisać do końca rozdział, końcówka może trochę nie najwyższych lotów, ale ostatnimi czasy naprawdę nie jestem w stanie pisać po polsku, codziennie na ketonalu. Takie tam urozmaicenie życia.
Zastanawiam się jeszcze nad paroma kwestiami, zwłaszcza jak odnieść się do angielskich nazw z oryginału. Czy zostawić Black Widow, Hawkeye, czy spolszczyć, co zrobić z gagami słownymi (nie mam pojęcia czy Capsicle da się jakoś ludzko przetłumaczyć, może ktoś coś wie?)... Na razie jednak został mi jeszcze zbój o swoiste być czy nie być na uczelni, jak milusio.
Dedykuję tym, którym się należy. Natalii, za wspieranie w chrisowym zboczeniu, CeS, bo obiecałam, Kasi, że wytrzymuje ze mną i proponuje nawet całe wspólne życie na uczelni...
No i Tobie, zbłąkany czytelniku, za to, że chcesz to przeczytać.
Jak zauważycie jakieś błędy, dajcie znać, niestety nie znam żadnej bety do wynajęcia i sama sobie betą jestem.

Chrisa nie ma, ale nie mogłam się powstrzymać przed wstawieniem tego gifa <3
Klik w gif po muzyczkę ;)



Stała przed niebotycznie wysokim wieżowcem, z walizką niewiele mniejszą od niej samej, ściskając w dłoni list, zakreślony i zaadresowany drżącą dłonią jej matki. Otarła wierzchem dłoni samotnie spływającą łzę, wzięła głęboki wdech i weszła do środka. Hol był przestronny, urządzony gustownie, schludnie i przejrzyście. Rozejrzała się wokół, szukając kogoś, kto by mógł wskazać jej drogę. Po prawej stronie, zobaczyła kobietę, siedzącą za biurkiem znajdującym się na końcu korytarza, toteż skierowała się niezbyt pewnie w tamtym kierunku. Zapewne recepcjonistka spojrzy na nią bezmyślnym wzrokiem i na jej pytanie powie tylko: ”To nie jest miejsce dla małych dzieci, wracaj do domu.” Problem był w tym, że nie miała domu, takiego prawdziwego. Odkąd pamiętała, jej matka była przykuta do łóżka i rzadko kiedy miała wystarczająco dużo sił, by spędzić choćby tylko małą cząstkę dnia na podwórku, bawiąc się wspólnie z nią. Teraz, po jej śmierci, nie chciała zostać w miejscu, w którym spędziła większość swojego życia. Nie dlatego, że nie miała tu rodziny i osób, które by się nią zaopiekowały. Kochała swojego dziadka pomimo tego, iż zawsze starał się postawić na swoim i nieczęsto ulegał namowom innych; lubiła ludzi, którzy pracowali i spędzali czas w jego instytucie. Po prostu czuła, że tam nie należy, że na świecie jest miejsce, gdzie powinna być, bez żadnych niedopowiedzeń czy wymówek.
List, który jej matka napisała w przeddzień śmierci i historia, którą zawierał, była szansą na odnalezienie ojca i wypełnienie dziwnej pustki, która jej towarzyszyła od początku. Zawsze zastanawiała się, czemu nikt nigdy nie chciał jej o nim opowiadać, usłyszawszy jednak pełny przebieg wydarzeń z młodości matki uznała, iż lepiej byłoby, gdyby nic nie wiedziała. Zdawała sobie sprawę, że bez tej wiedzy nie mogła wybrać się do Nowego Jorku, by poznać swojego rodziciela.
Dlatego też, zebrała w sobie wszystką odwagę i, podszedłszy do recepcji, powiedziała:
– Dzień dobry, chciałabym się widzieć z panem Starkiem – kobieta uniosła pytająco brew. Nie co dzień widzi się dziecko w wieku plus  minus dziesięciu lat, z listem w jednej dłoni, walizką w drugiej, patrzące się niesamowicie dużymi oczyma z opanowaniem i mówiące z niebywałym spokojem. Zabrakło jej słów, po raz pierwszy w życiu. Zamrugała parokrotnie i, odzyskawszy utracony na chwilę zmysł racjonalnego rozumowania, zafascynowana nietypową wizytorką, odpowiedziała:
– Niestety, pan Stark jeszcze nie wrócił ze spotkania – o mało co nie przyłożyła sobie dłonią w twarz. Czemu to powiedziała? Jeszcze bardziej zdziwiła ją riposta dziewczynki.
– Nic nie szkodzi, poczekam – i usiadła na walizce, rozglądając się wokół.
Kobieta przy biurku otworzyła usta, po chwili westchnęła i wróciła do wpatrywania się w monitor. Koniec końców, dziewczynka nie wyglądała na kogoś, kto by miał w tej chwili przebywać gdzie indziej, poza tym, nie wybaczyłaby sobie, gdyby po wyrzuceniu tego małego stworzenia miałaby się stać jej jakaś krzywda. Bezpieczniej będzie, gdy będzie siedziała tutaj, pod jej czujnym okiem. Nie minęło dużo czasu, gdy kobieta rozluźniła się, uznając niewielką towarzyszkę za normalny element otoczenia.
Spokój nie trwa jednak wiecznie. A już na pewno nie w pobliżu Tony’ego Starka.
Prezes Stark Industries wparował przez główne wejście zdecydowanym krokiem, kłócąc się zażarcie ze swoim ochroniarzem, co jakiś czas odwracając się do swojej asystentki, pytając się o jej zdanie. Nagle zatrzymał się i zamilkł, zauważył bowiem niewielką postać siedzącą na walizce, która podpierała swoją głowę dłońmi i nuciła cicho Amazing Grace. Jego recepcjonistka siedziała przy komputerze, jak gdyby taka sytuacja była dla niej pospolita.
– Panno Moore, może mi pani wytłumaczyć co się tutaj dzieje? – zapytał się, zdezorientowany widokiem.
Panna Moore spłonęła rumieńcem i spuściła głowę, pragnąc zapaść się pod ziemię. Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Na jej szczęście, z pomocą przyszła tajemnicza wizytorka.
– Czekałam na pana – spojrzała w jego stronę, podnosząc się powoli.
Wszyscy obecni w holu dostąpili zaszczytu zobaczenia, jak Tony’ego Starka zamurowało. Wpatrywał się cielęcym wręcz wzrokiem w dziecko, przypominające mu o jego dawno utraconej, mogłoby się zdawać, iż zapomnianej miłości.
– Sarah – wykrztusił z siebie.
Dziewczynka bez słowa podeszła i podała mu list, napisany ręką kobiety, jedynej, jaką w swoim dotychczasowym życiu darzył miłością. Spojrzał, nie wiedząc po raz kolejny, co rzec, jednak niebieskie oczy, tak podobne do jej oczu, dostrzegły zakłopotanie i równocześnie chęć wiedzy.
– Mama przed śmiercią kazała ci to przekazać – powiedziała cicho, przygryzając wargę.
Tony spojrzał na dziewczynkę, na list, po chwili jeszcze raz na dziewczęcie i wiedział już wszystko. Uklęknął koło niej i objął, szepcząc ciche: „Wszystko będzie dobrze”. Poczuł dziwne ciepło rozchodzące się wewnątrz niego, gdy chude ramiona objęły go w odpowiedzi na jego gest.
***
– Zbliżamy się do lotniska LaGuardia w Nowym Jorku. Prosimy o zapięcie pasów i zachowanie ostrożności. Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług.
Profesjonalny, bezuczuciowy głos rozbudził dziewczynę, właściwie już młodą kobietę, ze snu. Otworzyła swoje duże, błękitne oczy i ziewnęła, przeciągając się leniwie w fotelu. Minęły już cztery tygodnie od kiedy wyjechała z Nowego Jorku i z tego, co słyszała, wiele się wydarzyło. Gdyby nie jej ojciec i jego towarzysze broni, tzw. grupa Avengers, nie miałaby gdzie wracać. Bez względu na to, co mówili w mediach, byli bohaterami dla niej i milionów istnień, które uratowali przed zgubnym losem.
Szkoda tylko, że ucierpiała przy tym część z miejsc, w których miewała próby z uczelni czy ze znajomymi. Na całe szczęście, nikt z rodziny jej czy przyjaciół nie ucierpiał i nie stracił nikogo bliskiego w czasie najazdu obcych, nie musiała się dlatego zamartwiać zbytnio. Jedyną osobą, która mogłaby spędzać jej sen z powiek, był człowiek, którego miała zobaczyć już za kilka minut. Kiedy z nim ostatnio rozmawiała, zmartwił ją jego wygląd. Tony Stark nie był człowiekiem, który bez powodu, nieustannie niedosypiał, tracił wątki, ignorował sarkastyczne docinki… Mogła jedynie mieć nadzieję, iż nie jest to coś, czego nie jest w stanie rozwiązać. W końcu, ktoś w rodzinie musi być tym dojrzałym człowiekiem, nieprawdaż?
Sprawdziła swój telefon czy aby przypadkiem ktoś już nie dzwonił. Nigdy nie przejmowała się tym całym wyłączaniem urządzeń mobilnych, de facto była córką geniusza, więc jej sprzęt nie miał prawa być w jakimkolwiek stopniu niebezpieczny. No, chyba że chodzi o jakieś podręczne granaty z gazem usypiającym czy inne gadżety mające na celu zwiększyć jej bezpieczeństwo. Ostrożności nigdy za wiele.
Ludzie zaczęli wstawać i zabierać swój bagaż podręczny, Alex w związku z tym uznała, że najwyższy czas i na nią. Ledwie podniosła się z torebką, zabrzęczał jej telefon, a na wyświetlaczu zabłysło Rebecca Moore.
– Hej, Becky, właśnie wysiadam z samolotu, mój najukochańszy tatuś mnie zaraz odbierze, chwilę pochałturzę w wieży i ruszymy na miasto, pasuje ci, prawda? Wiem, że tak, kochana – wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, a usłyszawszy ciche mhm w słuchawce, rzuciła szybkie – cześć – i ruszyła ku wyjściu.
Wyszła z samolotu i natychmiast przywitały ją setki fleszy, co uznała za dobry znak, mianowicie…
– Alex, skarbie, jak dobrze cię widzieć – usłyszała radosny głos, dobiegający zza ‘malutkiego’ tłumiku paparazzi. Nie chcąc czekać ani chwili dłużej, pognała w tamtą stronę i rzuciła się w ramiona jej ojca. Dla ludzi znających go z prasy był człowiekiem nieobliczalnym, o wielu talentach i jeszcze większej ilości wad, dla Alex jednak był jej całym światem. Nieobliczalnym, wybuchowym światem, dokładnie takim jak ona sama. – Witaj w domu, bella principessa.
Odsunęła się delikatnie od niego i przyjrzała dokładniej. Blada twarz i sińce pod oczami zdradzały zmęczenie, a w brązowych tęczówkach pojawiła się niespotykana do tej pory mądrość. Smukła dłoń dziewczyny musnęła ojcowski policzek.
– Chyba muszę cię przypilnować, wyglądasz jak po diecie modelek – potargała i tak już rozwiane włosy rodziciela. – Pepper nie jest w stanie cię przypilnować?
– Myślisz, że Pepper nie ma niczego lepszego do roboty? – Tony spojrzał na córkę z udawanym wyrzutem. – Nie po to mianowałem ją prezesem Stark Industries.
– Tak, wiem, została nim tylko dlatego, że miałeś dość bycia pilnowanym – roześmiała się młoda kobieta, jeszcze raz przejeżdżając dłonią po czubku głowy rodzica. – Powiedz mi, jak na tym wyszedłeś?
– Bywało lepiej – skomentował krótko, z uśmiechem na ustach, po czym objął córkę w pasie, prowadząc ją spokojnie przez niemały tłumik, który zebrał się wokół nich, rzucając setki niedyskretnych pytań, błyskając zewsząd fleszami lamp,  powodując lekki grymas niesmaku na twarzy Alex.
W końcu udało im się dotrzeć do samochodu. Starszy Stark wrzucił walizkę do bagażnika, usiadł w fotelu kierowcy i prędko ruszył z lotniska.
– Nigdy za wiele spokoju, prawda? – uśmiechnął się nerwowo. W ostatnich tygodniach, po pamiętnym ataku na Nowy Jork, zaczął mieć problemy z zasypianiem, z koncentracją, lecz nie chciał nic mówić o tym swojej córce; nie lubił, gdy niepotrzebnie się martwiła.
Alex zaś studiowała spokojnie twarz swego ojca. Doskonale wiedziała, co go trapi, lecz przez te dziesięć lat nauczyła się, że bezpośrednie pytania do niego rzadko odnoszą zamierzony skutek. Martwić się jej jednak nikt nie zabronił, więc podróż do domu mijała w ciszy; każde z nich miało w głowach myśli, których nie chcieli wypowiedzieć, woleli zachować je samym sobie, jakby w geście obronnym, by bezcelowo nie frasować drugiej osoby. O
"Mama lub dziadek by doskonale wiedzieli  co powiedzieć, jak zacząć rozmowę... Szkoda, że..."
– Kochanie, słuchasz ty mnie w ogóle? – mocne potrząśnięcie ramienia wyrwało ją z rozmyślań.
– Chyba nie – przyznała cicho, ziewając.
– Wiem, że jesteś zmęczona, ale może jest coś, co chciałabyś wiedzieć na temat nowych lokatorów Stark Tower? Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, wypytywałaś tylko o nich, jakby twój stary ojciec nic dla ciebie nie znaczył...
– Oj, nieprawda – żachnęła sie rudowłosa. – Po prostu ciebie mam praktycznie na wyciągnięcie ręki, a oni... To dla mnie swoista nowość  – spojrzała na ojca, który uniósł jedną brew ku górze. – No taka prawda, tato, nie patrz tak na mnie – Tony zachichotał i uśmiechnął się promiennie. – Przecież to, co się dzieje u ciebie i to, co się dzieje u dziadka to kompletnie inne sprawy, nie uważasz? – w odpowiedzi otrzymała potwierdzające kiwnięcie głową. – Wracając do meritum: mogę zapytać się o cokolwiek?
 Masz słowo Starka – odrzekł, z powagą w głosie.
– W takim razie... Ile centymetrów w bicepsie ma Thor?


*bella principessa – z wł. piękna księżniczka. 

sobota, 25 stycznia 2014

Powitanie~

Nigdy nie byłam za dobra w te klocki, ale wypadałoby coś napisać. Żeby nie było tak pusto, bo mi jest smutno.
Witam na kolejnym blogu. Nie będę mówić którym, przerazilibyście się. Może po prostu powiem, że to pierwszy blog związany z tematyką Marvela. Mam nadzieję, że uda mi się wpleść więcej postaci niż znane z Avengersów(mam ambitny plan, by po sesji zaczytać się w komiksach, jak znajdę gdzieś online).
Ogólnie to jestem studentką, zdeklarowaną lakieroholiczką, niesamowitym leniem, miłośnikiem Mazur, a także otwartą osobą, z którą, podobno, da się porozmawiać sensownie, na wszystkie tematy.
Co do samego opowiadania, po szablonie widać, który z szanownych Avengersów będzie najczęściej. Boski, wspaniały i przeuroczy kapitan Ameryka (ach, Chrisie Evansie, gdybyś mieszkał w tej samej części świata, nie mógłbyś się ode mnie uwolnić!), jak z pojawianiem się pozostałych jeszcze nie wiem.
I tak, będzie romans, jak można pisać opowiadanie z kimś tak seksownym i nie zrobić romansu? Don't knooow!
Pierwszy post z opowiadaniem? Na pewno po sesji, czyli po 4.02. Pewnie jeszcze zbója będę miała, także najwcześniej pewnie w połowie lutego, chyba że wen mnie wielki złapie, wtedy będzie szybciej.
Musicie też wiedzieć, żem człowiek wolnopiszący i publikujący, dlatego pewnie nieczęsto nowości będą się pojawiały. W swoim najbardziej płodnym okresie byłam w stanie dwie notki średniej długości na miesiąc pisać, także cudów się nie spodziewać jeśli idzie o terminy, oj nie.
Jeśli ktoś ma jakiekolwiek pytania, uwagi, etc. można w komentarzu, ewentualnie w zakładce Autorka macie podane dane kontaktowe.
Mam nadzieję, że znajdą się osoby, co będą tu często zaglądać.
Do napisania~ :)

Obserwatorzy